O adaptacji do zmian klimatu słów kilka

Autor wpisu: Jacek Zalewski, RETENCJAPL (o autorze)

 

W 44 miastach w Polsce opracowano na zlecenie Ministerstwa Środowiska „Miejskie Plany Adaptacji do zmian klimatu”. Ogromny projekt, jak to z tej skali przedsięwzięciami zarządzonymi centralnie: trochę wyszedł, trochę nie. Jego największym sukcesem jest, że kwestia adaptacji miast do zmian klimatu od górnolotnej teorii w ujęciu globalnym, zeszła do poziomu miast o liczbie mieszkańców powyżej 100tys. Niestety w przypadku sporej części miast realizacja nie dorównała zamierzeniom. Dlaczego? Możliwe, że grunt był jeszcze zbyt mało przygotowany, urzędy zbyt mało świadome. Może jednak powód być prozaiczny – budżet projektu: jeśli te 24 mln zł. podzielić na 44 miasta, odjąć kwoty na zarządzanie i koszty ogólne firm realizujących projekt, oddzielić kwoty na zysk, promocję projektu i zarządzanie, na pojedyncze opracowanie dla miasta, a więc merytoryczną pracę ekspertów, zostanie zaskakująco mało.

Te, jak szacuję 250-300 tys złotych efektywnie przeznaczone na meritum dokumentu dla dużego miasta to niewiele, aby wykonać przydatne i praktyczne opracowanie obejmujące kwestie klimatu, powietrza, wody, transportu, zdrowia, energii, demografii i planistyczne dla miasta o skali Krakowa, Poznania czy Wrocławia. Równocześnie dla mniejszych miast MPA tworzone w oparciu o tę samą metodykę „idą” na przetargach za zastraszająco niskie kwoty, rzędu 30-40 tys PLN i to często z kosztem pozyskania danych! W moim, ale też i świadomych obserwatorów tworzenia „MPA 44” przekonaniu, koszt wykonania MPA dla niedużego miasta według metodyki zalecanej przez Ministerstwo Środowiska powinien oscylować w okolicy 100-120 tys PLN. W przeciwnym razie, przy zaniżonej cenie, pojawia się zagrożenie, że MPA będzie jedynie przepisaniem wcześniej stworzonego tekstu z dorobieniem paru mapek. Projekt traci wtedy to, co może w tym pomyśle na tworzenie MPA być najcenniejsze: szansę na zmianę podejścia urzędników i decydentów. Szansę na przejście z układu silosowego zarządzania infrastrukturą, na połączenie infrastruktury z planowaniem przestrzennym, na łączenie różnych obszarów zarządzania, tak by miasta stawały się lepszym, zdrowszym i bezpieczniejszym miejscem do życia.

Przykładowo tworząc zielono-niebieską infrastrukturę w mieście, poprawiamy warunki mikroklimatu, walczymy z zapyleniem, zmniejszamy efekt wyspy ciepła, wspieramy bioróżnorodność i przywracamy naturalny cykl krążenia wody w przyrodzie. A przy tym tworzymy przestrzeń miejską, w której przyjemnie się przebywa. Aby tak się stało, nie wystarczy, że opracowanie podrasuje na bazie poprzednich wersji i dostosuje do warunków lokalnym młody inżynier lub pracownik naukowy po godzinach pracy na uczelni. Nie dlatego, że nie umie (bo może i robi to świetnie), ale dlatego, że taki dokument sam w sobie niewiele zmieni. Szkoda nawet tych 30 tys złotych.

Po 2 latach pracy (od stycznia 2017 do stycznia 2019) wydaje się, że największą wartością projektu „MPA 44” jest, że w każdym z miast spotkała się grupa ludzi rozumiejących wagę zagadnienia. A nawet ci, którzy choć niekoniecznie temat był im bliski i zostali trochę na siłę do jego realizacji wydelegowania (bo przecież wykonanie MPA to warunek otrzymania dofinansowania na przykład na deszczówkę dla miasta), zyskali jednak nowe spojrzenie na swoje miasto.

Gus Speth, który jest prawnikiem amerykańskim i specjalistą ochrony środowiska powiedział, że początkowo wydawało mu się, że główne problemy ze środowiskiem koncentrują się wokół utraty bioróżnorodności, załamania ekosystemów i zmian klimatu. Wydawało mu się, że po 30 latach badań naukowych, ludzie poradzą sobie z tymi problemami. Tymczasem teraz widzi, że główne problemy to „chciwość, egoizm i apatia… Aby sobie z nimi poradzić, potrzebujemy zmiany kulturowej i duchowej”.

W takim kontekście nie wystarczy stworzenie planu. Jego tworzenie powinno zgrupować i wyedukować ludzi, którzy mogą, chcą, potrafią i są władni myślenie o mieście sensownie zmienić. A do tego potrzeba czasu na edukację, potrzeba uczestnictwa, pasji i zaangażowania. Wymaga to niestety więcej niż 30 tysięcy złotych przeznaczonych w przetargu na wykonanie MPA, na odhaczenie tego obowiązku, jak to nierzadko dzieje się obecnie.

Zachęcam Państwa do lektury Miejskich Planów Adaptacji, tych tworzonych w Polsce i przede wszystkim tych tworzonych w krajach, gdzie o zmianach klimatu myśli się już od dawna. Warto zauważyć, jak wiele z nich kwestię wody w mieście, a więc traktowania deszczu jako zasobu, stawia na pierwszym miejscu. Zupełnie tak jak my w RetencjaPL.

Na koniec, odrobina pozycjonowania produktu: czy można planować działania adaptacyjne bez rzetelnych danych o deszczach dla miasta? Przygotowaliśmy 30 lat danych, zebranych ze 100 wyselekcjonowanych deszczomierzy IMGW. Przedstawiamy dane w siatce 5×5 km obrazującej rzeczywiste zróżnicowanie opadów w mieście. Dane te możemy też dowiązać do sytuacji zmian klimatu przewidywanych na przykład w 2050 roku. Zajrzyjcie Państwo do Polskiego Atlasu Natężeń Deszczy Miarodajnych PANDA. Na pewno pomoże on zrozumieć, na jakie zmiany należy się przygotować lokalnie.  Skoro w dużej części MPA woda, a w zasadzie deszczówka to główny problem, to może warto poświęcić mu realnie uwagę i stworzyć strategię lub plan zarządzania wodami opadowymi w Państwa mieście? Ostatnio współtworzyliśmy taką strategię dla Poznania. Ufamy, że powstaną kolejne, a praktyczne podejście jakie staramy się wprowadzać zaowocuje wdrożeniami. Zapraszamy do współpracy!

A w wolnej chwili posłuchajcie Państwo, co o zmianach klimatu mówią tacy pasjonaci jak Robert Konieczny (wielokrotnie nagradzany architekt), Jacek Pikuła (wyjątkowy działacz społeczny w Katowicach, bohater programu zwyczajni-niezwyczajni), Krzysztof Wielicki (wybitny himalaista), Tomek Bergier (naukowiec ale i praktyk, wiceprezes Fundacji Sendzimira) i inni. Polecam: http://44mpa.pl/materialywideo/